Jak najlepiej rozpocząć sezon? od seminarium oczywiście!
W minionym roku nasza przygoda z frisbee zaczął się od seminarium w Poznaniu.Do dziś wspominam je najmilej. Nie tylko dlatego,że było pierwszym ale z powodu udziału zapaleńców jakich ze świecą można by szukać gdzie indziej.
W tym roku premierowym odcinkiem sezonu było seminarium we Wrocławiu. A że przypadło na weekend z pierwszym dniem wiosny, pogoda niezwykle nas obdarowała słońcem ... w sobotę... i deszczem oraz wiatrem w niedzielę. Wiadomo, człowiek z talerzami wiatru się nie boi, to jednak deszcz dobrym przyjacielem nie jest.
W piknikowym nastroju i z uśmiechem na twarzy stawiła się grupa psich zapaleńców. W tym roku prężnie reprezentowana przez rzeszę malućkich - czyli 3 teriery (Reisi,Lili i Gambi) oraz stałą grupę "olbrzymów" czyli: Kale, Fride, Robina, Lasta,Lire, Tajge (gościnnie :-) ) Axela, Taru, Adara,Zorike oraz Nikite i Chestera.
Zadziwiające było to, że po skostniałej zimie i przy zardzewiałych rękach przewodników psy nic sobie nie robiły z długotrwałej przerwy. Wręcz przeciwnie! wykazywały zapał godny szczytu sezonu! Wszystkie bez wyjątku dzielnie pracowały i chyba jedynie na nas mogły się zawieść, że tacy nieprzygotowani przyszliśmy. Piszę to oczywiście w swoim imieniu, mam jednak nadzieję,że pozostali mieli podobne odczucia :-)
Miss obiektywu bez wątpienia została Gambi, która to nie tylko "gębą" ale i całym ciałem starała się schwycić talerzyk. Czyniąc to z wielkim poświęceniem.
Podobnym poświęceniem wykazywali się również przewodnicy. Niektórym pieskom trzeba było obrazowo tłumaczyć jak mają daną ewolucję wykonać. Tu Jacek z Taru zgłębiają tajniki prawidłowego aportu :-)
Ulubieńcem publiczności i loży szyderców był bez wątpienia duet niespodzianka - utworzony dosłownie na chwilę przed wykonywanym freestylem - Krzych i Robin. Panowie robili co mogli by uśmiech nie znikał z naszych twarzy. Jak powiedział Darek, niewątpliwie namieszają w tym sezonie.Ich występ już przeszedł do historii dogfrisbee :-)
Na tym nie kończył się serdeczny śmiech. Mistrzynią przemiany została Kala, która to po miesiącach napychania pyska wszelkimi możliwymi zabawkami wreszcie przełamała się do pogoni za talerzykiem i niewątpliwie to seminarium było dla niej przełomowe. Teraz już będzie tylko lepiej :-)
Pokazy freestylowe zakończył występ Fridy, która po zimie wykazywała największy zapał do pracy. Przeczytała przez zimę niejeden podręcznik frisbee i teraz czaruje nas nie tylko bajecznym wyglądem ale i pięknym stylem podniebnych lotów za talerzykiem... tudzież "stójką" :-)
o naszym freestylu pisać nie ma co. Trzeba dać ręce do wymiany i oczy do leczenia :-)
ale nie byłabym sobą gdybym nie powiedziała kilku słów o Lirutce... w jeździectwie, o dobrze ułożonych koniach, które potrafią wiele nauczyć jeźdźca mówi się "koń - profesor".
dziś więc o Lirze tylko w słowach dwóch - pies profesor... :-)
z niecierpliwością czekamy na kolejne spotkanie z talerzami :-)
pozdrawiamy
Tania i Lira