annjar, Warszawa
Pokochać latający spodek
... Zamykam oczy i widzę w zwolnionym tempie. Obraz obracającego się żółtego frisbee na tle błękitu i psa otwierającego paszczę i ze ślinotokiem w wyskoku łapiącego, chyboczący się dysk. Pies miękko ląduje, na lekko ugiętych łapach a siła rozpędu rozwiewa jego cudowne długie futro...
To tylko ja z okiem utkwionym w wizjerze aparatu, naciskająca spust migawki, starając się utrwalić wszystko tak, jak to przed sekundą czułam.
Od początku organizowania imprez dogfrisbee w Polsce byłam tylko obserwatorem. Aparat był niemalże ze mną scalony. Emocje towarzyszące mi łapiąc ostrość były cudowne. To mi wystarczało do chwili, gdy zadałam sobie pytanie: mam wspaniałego psa, czy i ja z nim też będę potrafiła wywołać w kimś takie emocje jak inni we mnie? Magia?
Nie ważne jak mi poszedł debiut, nie ważne jak mi idzie teraz. Od tamtej chwili jestem czynnym zawodnikiem. Poszerzam swą wiedzę i doświadczenie w tym temacie. Indywidualność tego sportu poczynając od muzyki i układu a kończąc na stroju jest niespotykana w żadnym sporcie. Jedyną zasadą jest dobra zabawa i zdrowie psa. Nie mogę się już doczekać zastrzyku adrenaliny, kiedy to po miesiącach przygotowań usłyszę wywołanie na ring a w głośnikach zabrzmi muzyka, która mnie uskrzydli. Przez cały czas pokazu słyszeć jej nie będę. Skupiam się na bezpiecznych ewolucjach, bo mój pies przecież lata lecz bawię się świetnie, jak na trawniku w parku.
Dzięki temu kawałkowi polimeru mam hobby, spędzam aktywnie czas z przyjaciółmi a pies jest szczęśliwy nie leżąc na kanapie...











