annjar, Warszawa
Pozytwne myśli potrzebne od zaraz
Z początkiem kwietnia dowiedziałam się, że Buddy... ma lipidowe zapalenie rogówki. Dla psa sportowca i jego przewodnika oznacza to tylko jedno: powolny koniec wszystkiego, na co latami się pracowało, ponieważ pies traci wzrok. Ja na wieść o tym zasłabłam, oszołomiona pieszo wracałam do domu w strugach deszczu. Okulista małych zwierząt przedstawił mi dwa warianty: mniej i bardziej niż mniej optymistyczny. Mieliśmy tylko kilka % szans na to, że choroba oczu została wywołana przez źle funkcjonującą tarczycę. To ten lepszy wariant. Ta malutka cyferka pozwalała mi racjonalnie myśleć i nie pozwolić postradać zmysłów. Po kilku dniach oczekiwań na wyniki badań otrzymałam złą dobrą wiadomość. Buddy dodatkowo cierpi na niedoczynność tarczycy. Dzięki temu można leczyć chory organ, który z kolei wpływa na lipidy... Nie daje to wielkiej szansy na wyzdrowienie, ale pozwala zatrzymać rozwój choroby oczu a także przy pomyślnych wiatrach ją cofnąć. Czas pokaże jak to będzie u nas.
Dziś wiem, czemu mój borderek nie łapie frisbee, czemu ma inne pomiary czasu na flyball, czemu nie trzyma wagi lub rozpiera energia by za chwilę zapaść w błogi sen. Mój pies nie widzi tak do końca, ale nie przeszkadza mu to w byciu rozkosznym psiakiem. Biega a nogi mu się nie plączą. Na flyball daje z siebie wszystko, bo tam jest potrzebna pamięć mięśniowa. Odeszło ode mnie rozczarowanie, zastąpiłam je nadzieją kolejnego dnia. Trzeba cieszyć z tego, co się ma, nie należy liczyć strat. Przecież pies mnie dziś rozpoznaje merdając ogonem, jutro może być inaczej. Nie poddam się! Już dość mam złych zdarzeń! Jesteśmy pod kontrolą lekarza, pilnuję lekarstw, wciąż oglądam powstałe zmiany na rogówce. Czekam, kiedy się zatrzymają, by mój pies wreszcie nie widział jak przez brudną matową szybę.











